 |
Jan Hałas, były szef gdańskiej "Solidarności" został zaproszony na uroczystość wręczenia wysokich odznaczeń państwowych, ale odmówił przyjęcia odznaczenia, które z okazji rocznicy wyborów 4 czerwca nadał mu prezydent Lech Kaczyński. Poniżej publikujemy rozmowę z Janem Hałasem, którą przeprowadził red. Krzysztof Katka z „Gazety Wyborczej”.
Krzysztof Katka: Znalazł się pan na liście osób, które 4 czerwca miały otrzymać odznaczenie od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Co się stało, że pan go nie otrzymał? Jan Hałas: - Lepiej wspominam 4 czerwca 1989 roku niż 4 czerwca 2009. Największym nieszczęściem jest to, że w dniu święta koledzy z jednego solidarnościowego pnia świętują osobno. Jeden tu, drugi tam. My z "Solidarności" się dzielimy, różnimy, a świętem, który wywalczyliśmy cieszy się dziś SLD. 3 czerwca byłem na konferencji w Sejmie, był też Wałęsa i Kwaśniewski. Widziałem w parlamencie, jak Oleksy, Szmajdziński siedzą uśmiechnięci i się cieszą. A nasi ludzie, wyrośli z "Solidarności", porozsadzani po kątach i jeden na drugiego nadaje. To jest przerażające. Zagraniczni goście pytali ze zdziwieniem, co to za święto, skoro nie ma waszego obecnego prezydenta. To chyba rzeczywiście nie wygląda najlepiej na zewnątrz. - Już samo organizowanie oddzielnych uroczystości jest niezrozumiałe, a całość ośmiesza nasz naród na zewnątrz. Na tej konferencji spotkałem Vytautasa Landsbergisa, którego znam od 1991 roku, kiedy byłem w Wilnie podczas interwencji wojsk radzieckich. I Landsbergis pytał mnie, dlaczego jesteście tacy podzieleni, co się z wami stało. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska ocenia pan równie krytycznie? - Nie rozumiem obu i do obu apeluję o rozum i wspólne świętowanie. W takie dni, jak 4 czerwca powinniśmy być razem. Podział jaki mamy jest nienormalny. Przecież ten naród jest zdolny do wielkich poświęceń dla Polski, on dałby się pokroić za kraj i nie należy go tak drażnić. A tu proszę, ze względu na walkę o stanowiska i interes partii nasze władze potrafią się tylko kopać i ośmieszać. Oni uprawiają prywatę i bawią się w rządzenie. Nie o taką Polskę walczyłem i mam tego wszystkiego dość. I to nie jest tylko moja opinia, wiele osób, z którymi rozmawiałem, także z "S" myśli podobnie. Ale co zmieni odmowa przyjęcia odznaczenia? Nie jest pan z niego dumny? - Oczywiście, że jestem dumny, ale w ten sposób chcę zamanifestować swoje niezadowolenie. Jakie to miało być odznaczenie? - Nie wiem dokładnie, ale to jedno z wyższych odznaczeń. Tuż przed uroczystością urzędnicy z Kancelarii Prezydenta namawiali pana, aby nie rezygnować z odznaczenia. Co pan im powiedział? - Wytłumaczyłem, że osobiście nie mam nic przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. Jestem mu wdzięczny, że docenił mój skromny wkład w odzyskanie wolności. Ale jednocześnie nie podoba mi się, jak premier z prezydentem się kłócą.
|